Kwarantanna – jak sobie radzę?

Witajcie! Dzisiaj wpis o codzienności i rzeczywistości, która obecnie nas otacza. Nie jest łatwo, ale nikt nie powiedział, że łatwo będzie. Kwarantanna tylko w teorii brzmi dość niewinnie, ale z jej powodu dzieje się również wiele złych rzeczy. Nie jestem ekonomistą ani wirusologiem i w tych aspektach nie mam zamiaru się wypowiadać. Chcę, aby ten wpis był dla Was motywacją do działania, a nie siedzenia na tyłkach przed telewizorem. Mamy teraz tak dużo wolnego czasu, że grzechem byłoby go zmarnować w taki sposób.

Nie czytajcie wszystkiego jak leci

W sieci większość treści tworzonych jest z myślą o zarobku. Zarabiać na pisaniu można w przeróżny sposób. Zauważcie, że na wielu dużych portalach aż roi się od reklam w różnych formach. A to jakiś popup, a to w prawym bloku, a to pomiędzy akapitami itd. Każde obejrzenie oraz kliknięcie którąś z tych grafik to zysk dla właściciela witryny. Nie, nie ma w tym nic złego, każdy chce zarabiać na swojej pracy, nic w tym dziwnego. Złe jest natomiast wykorzystywanie naiwności ludzi, którzy nieświadomie klikają w coś, co ma tytuł o interesującym nas temacie. Często w trakcie czytania okazuje się jednak, że niczego się nie dowiedzieliśmy. Żebyście lepiej zrozumieli mechanikę, jaka jest stosowana w dobie internetu, obejrzycie poniższy film.

Kwarantanna a finanse

Nie da się ukryć, że czas kwarantannej to czas zmian. Wielu nie chodzi do pracy, wielu ja straciło – w tym i ja. I co teraz? A co ma być? Czego się spodziewacie? Zacznijmy od tego, że w dobie bankierów, kredytów, zadłużeń są tacy, którzy mają oszczędności. Tak, ja mam oszczędności, co nie oznacza, że nie wysyłam dziesiątek CV. Wszystko dlatego, że uczę się na błędach poprzednich pokoleń. Na świcie było wiele kryzysów i bez szwanku (lub z minimalnymi stratami) wychodzili z nich tylko ludzie mający tak zwaną „poduszkę finansową”. W tej kwestii nie będę się wymądrzał, bo jak już wspomniałem, nie jestem ekonomistą ani żadnym autorytetem w tej dziedzinie. Niech zrobi to mistrz – Michał Szafrański. Zachęcam do czytania i słuchania tego Pana.

oszczędzanie jest ważne, kiedy jest kwarantanna

Co robię z wolnym czasem?

Kiedy zamykają się jedne drzwi, trzeba poszukać innych. Kiedy wszystkie drzwi są zamknięte, znajduję otwarte okno. Niektóre rozwiązania przychodzą nam trudniej a inne wręcz przeciwnie. W moim przypadku olśnienie przyszło kilka dni temu. Moja żona – Dorota jest nauczycielką. Uczy małe dzieci w szkole specjalnej. Jak każdy inny nauczyciel w czasie kwarantanny pracuje zdalnie. Codziennie rano wysyła e-maile do swoich uczniów z zadaniami. I gdzie tu wspomniane olśnienie? Skoro mam w domu dobrej jakości sprzęt wideo, rejestratory dźwięku z kilkoma mikrofonami, skoro mam odpowiedni komputer do montażu to dlaczego by nie założyć Dorocie kanału, żeby wrzucała na niego swoje lekcje?

Studio w czasie kwarantanna
Domowe studia zrobione na szybko. Sprawuje się całkiem dobrze.

Oczywiście nie jestem również specjalista od nauczania, nie jestem też psychologiem, ale na chłopski rozum, wydaje mi się, że dzieciak chętniej przerobi lekcję kiedy słyszy głos swojego nauczyciela niż kiedy samemu musi czytać wiadomości tekstowe. YouTube pozwala na to wszystko bez ograniczeń i dzięki temu również uczniowie spoza tej konkretnej szkoły, mogą sobie te lekcje przerobić. Tłumaczyć chyba nie muszę, że YT to szansa na dodatkowy zarobek i nic z tym złego. Wszystko odbywa się w systemie WIN-WIN. Obie strony z tego korzystają. Ja również zbieram cenne doświadczenie w kwestii nagrywania. Uczę się sprzętu, bawię ustawieniami oraz trenuję montaż. Jeśli dzięki temu zarobimy parę groszy, to chyba nikt się na nas nie obrazi.

A co ze mną?

Gdybym powiedział, że jest łatwo, stałbym się kłamcą. Wizja bezrobocia jest dla mnie zupełnie obca. Mam jeszcze trochę czasu na znalezienie nowej pracy. W każdym razie staram się nie marnować czasu, który mam w domu. Prócz nagrywania i montowania filmów Dorocie piszę bloga i tworzę treści na swój kanał YT. Oprócz tego ćwiczę. Trochę gimnastyki jeszcze nikomu nie zaszkodziło. W sieci wiele jest filmów z ćwiczeniami. Tu nie musiałem daleko szukać, bo akurat jedna z moich znajomych tworzy tego typu wideo. I znowu powtórzę – nie jestem również specem od ćwiczeń, dlatego nie wiem, czy wybieram dobre ćwiczenia, czy dobrze je wykonuję. Po prostu ćwiczę i dobrze mi z tym.

Co z motywacją

Praca w domu to ogromne wyzwanie. Nikt nad Tobą nie stoi i nie pilnuje, żebym się nie obijał. To bardzo trudne. Najgorzej mi idzie ze wstawaniem, ale potem jest już z górki. Najważniejsze moim zdaniem jest to, żeby pozorować „normalne życie” – że się tak wyrażę. Śniadanie, ścielenie łóżka, przebieranie się tak jakby się zaraz miało wyjść do pracy. Jeśli usiadłbym do pisania czy montażu w piżamie, czułbym podświadomie, że nikt mnie nie kontroluje. Przecież i tak nikt do mnie nie przyjdzie, ja też nigdzie nie wychodzę. Wtedy łatwo o rozluźnienie i rozkojarzenie. Robię sobie herbatę, żebym w trakcie pracy nie musiał wychodzić i jej przerywać. Łatwo wybić się z rytmu, kiedy choć na chwilę odstawisz pracę na bok.

Do pisania włączam sobie 3-godzinny film z muzyką relaksacyjną. Pełni on kilka funkcji. Pierwszą z nich jest to, że jest zegarem, który odmierza mój czas pracy (3 godziny). Po drugie muzyka jest naprawdę przyjemna i nie zabiera mojej uwagi. Po trzecie jego obraz jest na tyle przyjemny i łagodny, że nawet jak oderwę się na chwilę od komputera i zerknę na ekran, to nie wybija mnie on z rytmu. Oczywiście to wszystko nie jest regułą i każdy musi znaleźć dla siebie odpowiednie „motywatory”. Ja akurat mam spory problem z koncentracją i łatwo wybić mnie z rytmu.

Kwarantanna w domu
Tak wygląda moje stanowisko pracy

Plany na przyszłe dni

Ma o czym pisać, mam co montować i jak los da, będzie też okazja co nieco nagrać. Jest też sporo moich starszych filmów, o których mogę napisać na blogu. Choćby Zamek w Chudowie czy Kanał Gliwicki. Nadal będę również pomagał żonie w e-lekcjach, nadal będę ćwiczył i dopóki nie trafi się nowa praca, będę żył z oszczędności.

Nie chcę przez ten wpis na jakiegoś mentora, bo nim nie jestem. Chciałem się z Wami podzielić tym, jak ja radze sobie w tych trudnych chwilach z nadzieją, że być może komuś przyda się to, co robię. Trzeba się wzajemnie wspierać nie patrzeć na innych wilkiem. Nie wolno też przespać tego okresu. Musicie pamiętać, że na prawdę dużo zależy od Was samych. Każdy kryzys jest końcem jednego, ale początkiem drugiego. Nie preśpijcie tego momentu! Trzymajcie się!

One Reply to “Kwarantanna – jak sobie radzę?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *